Strona główna PIWO Guinness Original

Guinness Original

805
6
UDOSTĘPNIJ
Guinness Original
3.6 - 17 głos[y]

Na początek małe wprowadzenie. Tak, piłam prawdziwego irlandzkiego Guinnessa. Tak, byłam w Irlandii. I to nie był epizod piwny, tylko konsekwentne zaprzyjaźnianie się z guinnessem przez 3 miesiące. Tak, to pozwala mi ocenić to, co trafiło w moje ręce z polskiej półki sklepowej.

Pewnego razu dostałam propozycję wyjazdu do Irlandii. Osoba, z którą miałam zamieszkać, jako jedyny minus okolicy wskazała, że „czasem za bardzo śmierdzi piwskiem” (mieszkanie znajdowało się w okolicy browaru) – na taką zachętę od razu walizki spakowałam i fruuu! do Irlandii.

Pierwsze zaprzyjaźnienie z tamtejszym tradycyjnym i legendarnym wręcz piwem przyniosło mi… wielkie skrzywienie mordy. Tak gorzkiego piwa to ja nigdy nie piłam; do tego charakterystyczna, uderzająca wręcz kwasowatość. Wprawdzie piwo samo w sobie bardzo lekkie, ale ta gorzkość powodowała, że gardło mi się strzępiło przy każdym łyku. Wtedy to zaproponowano mi sok do piwa i mimo że dusza piwosza na to mi się buntowała, musiałam się zgodzić, bo inaczej piwo musiałabym chyba wylać…

I na początek małe wyjaśnienie – sok do piwa był z czarnej porzeczki; nie był to sok rozlany w plastikowym baniaku, z którego się potem pompowało go do kufla. Nie, sok do piwa był wlewany, a raczej wkładany delikatnie łyżką, a potem tylko raz zamieszany. Właściwie był to gęsty ciemny syrop i to takiej konsystencji, że jakby spróbować go wypić, to miałoby się wrażenie, że w ustach ma się po prostu gluta. Jedna łyżka tego gęstego soku od razu nadawała piwu fioletowych refleksów, a piana przyjmowała kolor jagodowy. I ten sok właśnie wydobył z guinnessa to, co najlepsze – podkręcił aromat i smak, uwydatnił paloną słodycz i inne walory, za które Guinness jest tak doceniany.

Od tamtej pory bez mrugnięcia okiem zamawiałam „guinness juice”, bo wybitnie ta kombinacja mi smakowała (podobno nawet barmani nazywali tę mieszankę „polish guinness”, bo zamawiali ją głównie Polacy, a raczej Polki; no cóż…).

Guinness Original z polskiego sklepu

Wiele się naczytałam, wiele się nasłuchałam, wiele przetestowałam… I naprawdę to, co mamy dostępne na rodzimym rynku, guinnesem nie jest. Naprawdę. Fakt, nazwa, producent – wszystko się zgadza, ale rozlewnia piwa już nie. Podobno nasze „polskie” Guinnessy warzone są w Niemczech i/lub Wielkiej Brytanii (sprawdzajcie kody kreskowe, chociaż to i tak może być zwodnicze).

Guinness Original, którego ostatnio smakowałam, ma 5% alkoholu (ekstrakt 12,3%), co już może budzić małą wątpliwość, ponieważ tradycyjny irlandzki „dżines” ma zaledwie 4,2% alkoholu (Irlandczycy nie są po prostu takimi pijakami jak my, Polacy). I tutaj należy się wyjaśnienie – to, co my pijemy to tzw. extra stout, który ma tylko przypominać guinnesa, a większa zawartość alkoholu jest specjalnie dedykowana europejskim gardłom.

„Polski” Guinness na pewno jest delikatniejsze w wyrazie – goryczka przełamana słabą słodyczą; kwaśne ono nie jest, za to czuć prażony jęczmień, który można porównać do aromatu karmelu czy czekolady.

Kolor bardziej ciemnobrązowy z wyraźnym rubinowym prześwitem. Do tego treściwa beżowa piana, która właściwie jest już znakiem rozpoznawczym guinnessa – nawet nie musiałam przelewać schłodzonej cieczy do kufla, bo piana pięknie się podniosła w butelczynie i nie chciała opaść (nie wylewała się, tylko utworzyła solidną pokrywę). Co ważne, tego Guinnesa przyjemnie się popija, nie trzeba stosować szatańskich sztuczek, jak wlewanie i barwienie sokiem.

Jednakże podniebienie, które raz prawdziwego guinnessa spróbowało, nie będzie tym piwem usatysfakcjonowane. Na dłuższą metę piwo staje się monotonne. Gdy pierwsze łyki wzbudzały jakąś ciekawość, tak potem było już tylko gorzej. Każdy łyk okradał piwo z wszelkich walorów, a do mnie docierało, że właściwie jest ono wodniste i nie ma tak wyraźnego smaku i aromatu, jak na początku myślałam.

Piwo oceniam na 2/5. Może jakbym guinnessa prosto z dublińskiej beczki nie piła, byłoby te 4/5, ale i tak naciągane.

O Guinnesie słów kilka

Piwo, które właściwie nie trzeba nikomu przedstawiać. Marka sama w sobie. Ciemny stout produkowany w 50 krajach, a sprzedawane w 100. W Polsce dystrybucją piwa Guinness od roku 2011 zajmuje się Grupa Żywiec SA.

guinnes-original

6 KOMENTARZE

  1. W Biedronce teraz na wyprzedaży jest po jakieś 3.4 zł. Ale nie zgadzam sie z tak niską oceną. Może nie piłem piwa w Irlandii ale mogę porównać do beczkowego. Lane jest zupełnie inne. Inne jest też z puszki bo ma azot. A to jest bardziej jak ciemne piwo niż stout. Dziwne bo na butelce nie pisze że to stout ale właśnie ciemne piwo. Nie ważne. Smak zbalansowany. kwaskowość prawie żadna albo minimalna i o to chodzi. Nie zgadzam się z niska oceną piwa bo jesli lokalne na miejscu jest najlepsze to 5/5 rozumiem. Piwo lane w polsce moze 4/5 ale dla mnie raczej 5/5 bo tak. Puszka dla mnie jest lepsza więc dał bym 4/5 i temu też 4/5 mimo że inny smak niż puszka ale umówmy się. Inna technologia i nie da się ale na tle innych piw (szczególnie kraftowych) takie piwo nie może mieć mniej niż 4/5 (sic!).

  2. Pracuję w lokalu, w którym lejemy prawdziwnego Guinnessa i ten butelkowy twór to jest jakiś mało śmieszny żart. Po raz pierwszy zdecydowałem się dzisiaj na zakup tego, na całe szczęście mieszkam w Niemczech, a tutaj buteleczka 0,33 wychodzi w przeliczeniu jakieś 3,50zł, więc odżałuję, ale nie ma to absolutnie nic wspólnego ze smakiem prawdziwego Guinnessa. Jak najbardziej ocena 2/5 jest trafna, pokusiłbym się nawet o mniej.

  3. Leję Guinnessa od ponad 20 lat. Nie można porównywać Guinness Oryginal do Guinness Draught ponieważ są to dwa różne produkty. Pierwszy sprzedawany w butelce to po prostu porter zbliżony do bałtyckiego nasycony tylko dwutlenkiem węgla. Moc 5% natomiast drugi – beczkowy – to klasyczny stout o mocy 4.2% i nasycony mieszanką gazów azotu i dwutlenku węgla w proporcjach 80/20. To właśnie ta mieszanka daje gęstą kremową pianę, po której można rysować wzory. I nie. Guinness nie jest rozlewany w Polsce. Kwestia smaku to sprawa indywidualna ale trzeba wziąć pod uwagę, że to piwo w swojej grupie nie ma równych na całym świecie

  4. i jeszcze jedno. Od blogera opisującego markę piwa wymaga się lub powinno wymagać bardziej profesjonalnego podejścia i rzetelnego sprawdzenia tematu, o którym się pisze. Nie może być słów „podobno” bo ludzie to czytają i potem powtarzają zasłyszane „urban legends”. Nie ma czegoś takiego jak „polski” Guinness i nie warzy się go w Niemczech. Guinnessa na Europę warzy się tylko w Dublinie i jedyne odstępstwo jakie miało miejsce to takie, że część produkcji przeniesiono do jednego z londyńskich browarów. Browar ten został zamknięty a potem zburzony w połowie lat dwutysięcznych.

    • Wypada odpisać, więc odpisuję. 🙂 Nie jestem blogerem piwnym, jestem zwykłą miłośniczką piwa.

      Recenzja powstała jak najbardziej rzetelnie – informacje o rozlewniach zamieściłam na podstawie m.in. na browar.biz (gdzie również się udzielam) + beeradvocate.com + informacje z innych blogów typowo piwnych. Nie piszę recenzji na kolanie – staram się zasięgać języka ponad to, co mogę na szybko gdzieś wyczytać. Widocznie nie natrafiłam na tak rzetelne źródło (stąd to „podobno” – zwykła ostrożność), jakim Ty jesteś, więc dziękuję za sprostowanie.

      Nie zmienia to jednak faktu, że „urban legend” o rozlewniach Guinnessa poza Dublinem jednak jest wciąż żywa i jesteś pierwszą osobą, z którą „rozmawiam”, a która mówi, że Guinness na Europę i tak warzony jest w Dublinie – jeśli masz jakieś źródło, które potwierdzi Twoje słowa, to byłoby super, ponieważ ktoś inny dzięki temu uzyska kompletne informacje i będzie mógł sobie zweryfikować, czy to „podobno” jest prawdziwe. 🙂

      • Witam,

        tu masz linki
        https://www.quora.com/In-what-countries-is-Guinness%C2%AE-beer-brewed

        na wiki jest również informacja o zamkniętym browarze w Londynie w 2006 roku, który dzierżył część produkcji.

        Są to informacje potwierdzone u Brandmanagera Guinness na Polskę.

        Obiło mi się też o uszy, że jakiś browar w Rosji także waży to piwo jednakże nigdy nie spotkałem się z innymi etykietami niż pochodzące bezpośrednio z Dublina – mówię tu o kegach oczywiście. Nigdy czyli od ponad 20 lat a sprzedaję tego piwa najwięcej w Polsce około 80 keg miesięcznie.
        No i pozostaje sprawa różnic między butelką a kegiem. Wszystko co opisałem jest prawdą i uwierz ile razy musiałem tłumaczyć, że w butelce jest inne piwo niż w kegu i że nie dolewamy wody do piwa z beczki oraz że nie jest wygazowane i stare (mieszanka azotu) 🙂

        Pozdrawiam i zapraszam przy okazji do Wrocławia na piwko 😉
        Sebastian Saar

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz treść komentarza
Please enter your name here